poniedziałek, 27 października 2014

Yves Rocher: Sexy Pulp Mascara, pogrubiający tusz do rzęs - recenzja


Ostatnia już recenzja z mojej listy, żałuję, że na zakończenie nie będzie zbyt pozytywnej opinii, jednak nie każdy produkt na takową zasługuje i nie każdy jednakowo zachowuje się na różnych osobach. Nie twierdzę, że nie ma żadnych zalet, jednak przeważają w tym przypadku wady, nie jest ich wiele, ale są decydujące i wpływają na ogólny odbiór produktu i jego działania. Domyślacie się, co dziś zrecenzuję? Będzie to tusz Yves Rocher, Sexy Pulp! Kilka z Was polecało go w komentarzach, ale niestety, nie przypadł mi do gustu, chociaż dawałam mu kilk szans! Spokojnie, już spieszę z wyjaśnieniami! Całkowicie rozumiem też fakt, że wiele z Was go lubi i poleca! Mimo to, może znajdzie się kilka dziewczyn z podobnymi do moich rzęsami i oczekiwaniami, które odwiodę od bezsensownego wydawania pieniędzy. 


SŁOWA PRODUCENTA

Ekstremalnie pogrubiający tusz ze szczoteczką z włosia w kształcie klepsydry; w składzie zawiera wosk carnauba, gumę z akacji, wodę z bławatka, wosk ryżowy. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Bez parabenów. 

 INFORMACJE OGÓLNE

Występuje w trzech kolorach: czarnym, niebieskim oraz brązowym
- Plastikowe opakowanie; posiada bardzo dużą, tradycyjną szczoteczkę
- Pojemność: 9ml
- Cena: 57 zł (często w promocji)

Aplikacja i efekt: Tuszowanie za pomocą tak dużej szczoteczki, nawet na moich niemałych oczach było nieco kłopotliwe... na początku rzęsy były posklejane i krótkie, ale dałam mu DRUGĄ szansę ze względu na to, że każdy produkt tego typu nie sprawdza się na początku tak samo dobrze, jak po kilku dniach użytkowania (powietrze dostające się do opakowania zbija nieco konsystencję tuszu, dzięki czemu ten zaczyna lepiej przywierać do rzęs), po tygodniu desperackich prób osiągnięcia jako-takiego efektu zaczęłam dostrzegać różnicę (dość znaczną, być może wynikającą ze sprawniejszej obsługi szczoteczki) - moje rzęsy zostały wydłużone i pogrubione, jednak nadal nie mogłam pozbyć się uporczywego sklejania. Nadszedł zatem czas na TRZECIĄ szansę, zaczęłam pomagać sobie szczoteczką z tuszu Max Factor i wtedy efekt był bardzo zadowalający i już prawie polubiłam się z produktem, jednak na drodze między naszą dobrą współpracą pojawiło się OKROPNE kruszenie w ciągu dnia, takiej tragedii z tuszem już dawno nie przeżyłam - policzki usiane czarnymi kropkami, a w ciągu dnia rzęski robiły się coraz cieńsze i krótsze. Tak moja cierpliwość ujrzała kres i tusz poszedł kategorycznie w odstawkę.


Trwałość: Tak jak wspomniałam wyżej - kruszenie, kruszenie i jeszcze raz kruszenie. To chyba tyle, co mogłabym powiedzieć na temat trwałości... a raczej jej braku.

Wydajność: Świeży, nigdy nie otwierany przed użyciem tusz wytrzyma długo, bardzo długo. I tu akurat muszę pochwalić producenta za plastikową folię na opakowaniu, dzięki temu mam go już dwa miesiące i nadal sprawuje się dobrze (pomijając wady, jakie ma).

Moja opinia: Niestety Yves Rocher mnie rozczarowało i na pewno nie wrócę, by kupić ten produkt na własną rękę. Kruszenie, sklejanie i GIGANTYCZNA, tradycyjna szczoteczka to zdecydowanie nie to, co lubię. W tuszach cenię trwałość, rozdzielenie i wydłużenie, moje rzęsy nie muszą być grube, bym była wniebowzięta. Nie mogę polecić zatem czegoś, co się u mnie nie sprawdziło, ale rozumiem i cieszę się, że część z Was była zadowolona z jego użytkowania. Moja opinia jest bardzo subiektywna i doskonale wiem, że nie musicie jej podzielać! 

Pozdrawiam Was ciepło <3 

7 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja. A czemu piszesz,że to ostatnia recenzja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam listę produktów do zrecenzowania, więc powstała taka mini-seria :D ale na razie nie testuję niczego nowego, dlatego na razie recenzji nie będę wstawiać, zajmę się makijażami w wolnej chwlii i skupię się na nich :)

      Usuń
    2. ale na pewno recenzje się pojawią - nie jest to ostatnia na blogu :D

      Usuń
  2. Ja tam ostatnie pieniądze wydam na maskarę Benefitu They're real! :) A z tańszych tuszy to.... hmm... nadal Benefit :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oo to już wiem jakiego tuszu nie kupować. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. miałam go jakiś czas temu, nie powalił mnie, ale nie jest najgorszy. bardziej nie lubię rimmela

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...