środa, 30 marca 2016

KALLOS | Przewodnik po maskach


Maski Kallos to produkty świetnej jakości, w dużej mierze zapewniające fantastyczne rezultaty, kiedy są stosowane regularnie i sumiennie. By jednak móc cieszyć się nimi w pełni, nie należy sugerować się tym, co poleciła znajoma lub tym, co przeczytałyśmy na blogu w subiektywnej recenzji. Nie znając typu swoich włosów oraz nie zdając sobie sprawy z tego, czego nasze kosmyki tak naprawdę potrzebują, możemy nie tylko nie uzyskać żadnych rezultatów, ale, co gorsza, w znacznym stopniu pogorszyć ich aktualny stan. Jeśli zatem od dawna zastanawiacie się, jaką maskę wybrać lub nie wiecie dlaczego te stosowane dotychczas nie zdały egzaminu, zapraszam do czytania!


Wśród propozycji marki możemy wyróżnić trzy typy masek: emolientowe (olejowe - pomagają utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, wygładzają i głęboko odżywiają wnikając we włos), proteinowe (pomagają uzupełnić ubytki w strukturze włosa - nasze kosmyki są zbudowane z białek, więc stosowanie protein stanowi jeden z ważniejszych kroków w ich pielęgnacji) oraz humektantowe (nawilżają i nabłyszczają). Każda z nich spełnia w pielęgnacji inną rolę. Między innymi dlatego nie możemy spodziewać się tych samych efektów, niezależnie od używanej maski.

Podczas wyboru, musimy być przede wszystkim świadome tego, jakiego typu włosy posiadamy oraz jakich składników prawdopodobnie im brakuje. Typ włosa dzielimy oczywiście na trzy główne grupy: wysokoporowate (zniszczone zabiegami lub naturalnie kręcone), średnioporowate (większość z nas posiada właśnie taki typ włosa, odpowiednio pielęgnowane są błyszczące i miękkie) oraz niskoporowate (gładkie, sypkie, trudne w układaniu, mało wymagające). Jeśli jednak nie jesteście pewne, który rodzaj włosów pasuje do waszych kosmyków, zapraszam serdecznie do zrobienia rzetelnego TESTU <KLIK>, który z pewnością ułatwi Wam dalszy wybór odpowiedniego produktu. Jeżeli natomiast nie wiecie, na jaki rodzaj maski postawić - z proteinami, olejami czy nawilżaczami, zwróćcie uwagę na kondycję swoich kosmyków - oceńcie ich poziom nawilżenia, ilość i typ zniszczeń oraz to, czy są matowe, zamiast pięknie błyszczeć. Zwróćcie również uwagę na to, jakich kosmetyków do ich pielęgnacji używacie na co dzień - to szczególnie ważne, jeśli kuszą Was maski proteinowe (czyt. PRZEPROTEINOWANIE <klik>). Należy również pamiętać, że równowaga jest kluczem do pięknych i zadbanych włosów - nie należy nadużywać zarówno masek z proteinami, jak i tych nawilżających czy olejowych. Nadmiar w każdym wypadku skutkuje złym wyglądem kosmyków - w przypadku przenawilżenia włosy stają się oklapnięte na zewnątrz, natomiast szybko przesuszają się w pomieszczaniach, maski olejowe mogą spowodować strąkowanie i obciążenie. O konsekwencjach spowodowanych nadmiarem protein możecie przeczytać w wyżej wspomnianym poście.


Zanim przejdę do szczegółowego opisu właściwości poszczególnych masek, chciałabym przedstawić Wam kilka cech, które posiada każda z nich, niezależnie od rodzaju. 

  • Występują dwie pojemności - 275ml i 1000ml. W zależności od długości Waszych włosów oraz częstotliwości ich mycia, możecie wybrać takie opakowanie, które wydaje Wam się najbardziej ekonomiczne. 
  • Cena produktów waha się między 4 a 7zł (za 275ml) oraz 9 i 12zł (za 1000ml). Produkt można zdobyć zarówno w drogeriach stacjonarnych (Natura, Hebe), jak i w internetowych oraz na Allegro. 
  • Zarówno opakowania, jak i pokrywki/zakrętki wykonane są z miękkiego plastiku, który bardzo łatwo może ulec zniszczeniu. Należy zatem uważać, by pojemnik nie wysunął nam się z wilgotnych dłoni - możemy wtedy stracić nie tylko plastik, ale także całą jego zawartość. 
  • Konsystencja produktów przypomina gęstą bitą śmietanę - nie spływa z włosów i nie sprawia problemów podczas aplikacj
  • Każda z masek posiada w składzie silikony (m. in. Cyclopenta siloxane/Cyclopentasiloxane), które zapewniają idealny wygląd włosów, do póty, do póki stosujemy dany kosmetyk. Efekty wygładzenia mijają wraz z odstawieniem produktu. Jeśli Wasze włosy nie tolerują zawartości silikonów w składach, istnieje prawdopodobieństwo, że maski się u Was nie sprawdzą. 


- MASKI EMOLIENTOWE -

OMEGA 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Parfum, Borago Officinalis Seed Oil, Citric Acid, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Olej makadamia (Macadanua Ternifolia, jednonienasycony) jest głównym składnikiem maski Omega. Oprócz niego w produkcie znajdziemy również olej z ogórecznika (Borago Officinalis, wielonienasycony). Obecność kwasów Omega zawdzięczamy oczywiście olejom, zatem na próżno szukać ich w składzie maski jako oddzielnej, stabilnej substancji. Wariant Omega polecam szczególnie posiadaczkom włosów nisko- i średnioporowatych, ze względu na zawartość oleju jednonienasyconego. Niewykluczone jednak, że i posiadaczki kosmyków wysokoporowatych polubią się z maską Omega dzięki olejowi z ogórecznika. Osobiście uważam tę maskę za jedną z najlepszych z oferty marki Kallos - posiada cudowny, orzechowy zapach i daje niesamowite rezultaty - wygładza, nabłyszcza i widocznie wzmacnia. 



BLUEBERRY

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Persea Gratissima Oil, Parfum, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCl, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Maska Blueberry opiera swoje właściwości na oleju awokado (Persea Gratissima, jednonienasycony) oraz wyciągu z czarnej borówki (Vaccinium Myrtillus). W składzie znajdziemy także witaminę PP (Niacinamide), czyli amid kwasu nikotynowego, której zadaniem jest silna regeneracja włosów osłabionych, prowitaminę B5 (Calcium Pantothenate), która znacznie wypływa na poprawę kondycji włosów bardzo zniszczonych, utrzymując stały poziom nawilżenia, witaminę E (Tocopheryl Acetate), która powinna być znana każdej kobiecie - działa przeciwutleniająco i odmładzająco oraz witaminę B6 (Pyridoxine HCl), czyli pirydoksynę, która przede wszystkim zapobiega nadmiernemu łojotokowi i działa kondycjonująco. Blueberry jest maską o znacznie bogatszym składzie od Omega mimo, że należą do tej samej kategorii. Ten wariant mogę serdecznie polecić zarówno posiadaczkom włosów średnio- i niskoporowatych, jak i wysokoporowatych - choć olej awokado należy do kategorii olejów jednonienasyconych (i do niego mimo wszystko należy podchodzić z dystansem), zawartość witamin PP, B5 i B6 może znacznie poprawić kondycję włosów zniszczonych, suchych i osłabionych. Ja Blueberry lubiłam nie tylko za swoje świetne właściwości, ale także za niebanalny zapach przypominający chińskie, owocowe gumki do ścierania.


CHERRY

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Prunus Avium Seed Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Maska Cherry niestety nie posiada wyjątkowo bogatego składu - uwagę przyciąga jedynie olej z pestek wiśni (Prunus Avium, jednonienasycony/wielonienasycony), który ze względu na niemal identyczną zawartość kwasów jednonienasyconych i wielonienasyconych, nada się raczej do włosów wysokoporowatych. Jest to produkt o bardzo delikatnym działaniu - ja lubię tę maskę raczej ze względu na zapach, aniżeli działanie, bo nie zauważam rewelacyjnych rezultatów po jej użyciu. W przypadku posiadaczek włosów niskoporowatych, zachęcam zatem do wypróbowania tylko i wyłącznie ze względu na oszałamiający zapach wiśni. Średnioporowate włosy mogą ją polubić, aczkolwiek polecałabym skupiać się na nieco bardziej wnikających emolientach - tutaj działanie również może okazać się zbyt delikatne, by jakiekolwiek pozytywne efekty były zauważalne. 



BANANA

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Musa Sapientium Fruit Extract, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Acsorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCl, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiaz Olinone.

Maska Banana jest jedną z najpopularniejszych propozycji marki Kallos, zaraz obok wersji keratynowej. W jej składzie znajdziemy oliwę z oliwek (Olea Europaea, jednonienasycona), która bajecznie sprawdza się w pielęgnacji każdego rodzaju włosa - kocham ją ja, posiadaczka włosów niskoporowatych, ale wiem, że wiele dziewczyn o wysokoporowatej strukturze włosa również docenia jej właściwości. Ekstrakt z soku banana (Musa Sapientium) wykazuje właściwości silnie nawilżające i jest źródłem wielu istotnych witamin, takich jak C czy A. Dodatkowo znajdziemy w masce witaminę PP (Niacinamide), E (Tocopheryl Acetate) oraz B6 (Pyridoxine HCl). Banana jest moją ulubioną maską, nie tylko ze względu na fantastyczne działanie, ale również na niesamowity, bananowy zapach. Sądzę, że sprawdzi się niezależnie od rodzaju naszych włosów. 



MULTIVITAMIN

Skład: Aqua, Cetrimonium Chloride, Persea Gratissima Oil, Parfum, Citrus Sinensis Extract, Panax Ginseng Root Extract, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Niacynamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCL, Maltodextrin Sodium Starch, Ceterylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiasolinone, Methylisothiasolinone.

Maska Mulivitamin posiada skład niemal identyczny, co wersja Blueberry. Zawiera odżywczy olej awokado (Persea Gratissima, jednonienasycony) oraz witaminy PP (Niacynamide), B5 (Calcium Pantothenate), E (Tocopheryl Acetate) i B6 (Pyridoxine HCl). W przeciwieństwie do Blueberry, zamiast ekstraktu z czarnej borówki, posiada w składzie wyciąg z korzenia żen-szenia (Panax Ginseng Root) o działaniu silnie wzmacniającym - poprawia ukrwienie skóry i oddziałuje na macierz włosa oraz z pomarańczy (Citrus Sinensis Extract), stymulujący wzrost. Pomimo podobnego składu, maska Multivitamin bardziej przypadła mi go gustu ze względu na przyjemny, owocowy zapach oraz intensywną regenerację. Sądzę, że sprawdzi się niezależnie od rodzaju włosów, choć, tak jak w przypadku Blueberry, posiadaczki włosów wysokoporowatych powinny mieć się na baczności, jeśli chodzi o olej awokado.


BIOTIN

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Aminopropyl Dimethicone, Isohexadecane, Parfum, Citric Acid, Biotin, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Limomene, Linalool. 

Nie byłam pewna, w której kategorii umieścić tę maskę. Biotin, jak sama nazwa wskazuje, opiera się głównie na zawartości biotyny (Biotin), czyli witaminy z grupy B, która ma znakomity wpływ na wzrost i kondycję włosów, a także przeciwdziała nadmiernemu ich wypadaniu. Maska nie zawiera olejów, ale w jej w składzie zawarto emolient suchy (Isohexadecane), którego zadaniem jest zapobieganie nadmiernej utracie wody. Kosmetyk ma działanie wygładzające, kosmyki stają się lśniące i miękkie. Będzie stanowiła idealną bazę pod domowe odżywki z dowolnymi olejami, miodem, awokado, czy innymi składnikami, które z powodzeniem znajdziecie w kuchni. Z tego względu powinna sprawdzić się w pielęgnacji każdego rodzaju włosów. Biotin posiada także bardzo ciekawy, intensywnie cytrynowy zapach, dla którego również warto ją wypróbować.


FIG

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Aminopropyl Dimethicone, Isohexadecane, Parfum, Ficus Carica Fruit Extract, Citric Acid, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Wersja figowa jest dobrą bazą do tworzenia własnych, domowych wariacji. Skład maski nie jest bogaty (podobnie jak w przypadku Biotin) - w INCI znajdziemy jedynie ekstrakt z figi (Ficus Carica Fruit Extract). Mimo wszystko maska dobrze sprawdziła się na moich niskoporowatych włosach, ale niestety nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, która z substancji pozytywnie wpłynęła na kondycję włosów. Produkt posiada przyjemny, ale chemiczny, figowy zapach, który przez kilka godzin utrzymuje się na włosach. Sądzę, że sprawdzi się w pielęgnacji wielu typów kosmyków, o różnej porowatości. U mnie przyczyniła się do widocznego wygładzenia i zmiękczenia.


- MASKI HUMEKTANTOWE -

ALGAE 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Fucus Vesiculosus Extract, Laminaria Digitata Extract, Spirulina Maxima Extract, Porphyra Umbilicalis Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiaz Olinone.

Pomimo, że maska Algae posiada w składzie oliwę z oliwek (Olea Europaea, jednonienasycona), nie kategoryzowałabym jej jako produkt typowo emolientowy. Dlaczego? Ponieważ zawartość substancji nawilżających, tutaj - alg, jest zdecydowanie dominująca. Po pierwsze - morszczyn pęcherzykowaty (Fucus Vesiculosus) o działaniu remineralizującym, przywraca odpowiedni poziom nawilżenia i przywraca równowagę. Algi laminaria digitata (Laminaria Digitata) - zawierają ogromne stężenie jodu i soli mineralnych, które zbawiennie wpływają na kondycję zniszczonych i suchych włosów (szczególnie wysokoporowatych!) zmiękczając je, wygładzając, tonizując i głęboko odżywiając. Spirulina (Spirulina Maxima) zawierająca niemal wszystkie niezbędne człowiekowi minerały, doskonale nawilża i wygładza - jeśli chodzi o mnie, uwielbiam stosować ją nie tylko zewnętrznie, ale również wewnętrznie, co polecam również Wam. Kolejną algą w masce jest szkarłatnica pępkowa (Porphyra Umbilicalis), która prócz świetnych właściwości poprawiających nawilżenie, posiada także naturalny filtr - warto zatem rozważyć stosowanie maski w okresie letnim. W składzie znajdziemy także algi brunatne (Ascophyllum Nodosum), znane pewnie nie jednej z Was ze swoich intensywnie nawilżających i odżywiających właściwości. Podsumowując - maska Algae zdecydowanie nie należy do kategorii emolientowej - idealnie za to sprawdzi się jako nawilżacz szczególnie w przypadku włosów wysokoporowatych, ale zarówno kosmyki średnioporowate, jak i niskoporowate będą z niej bardzo zadowolone. Ja uwielbiam ją nie tylko ze względu na świetne działanie, ale również kosmetyczny zapach alg.


ALOE

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

W przeciwieństwie do maski algowej, Aloe nie posiada zbyt bogatego składu. Sok z aloesu (Aloe Barbadensis) to jedyny składnik nawilżający tego kosmetyku. Co prawda, aloes jest znany ze swoich kojących i silnie nawilżających właściwości, jednak nie jestem pewna, czy maska sprosta oczekiwaniom osób z problemem przesuszonych/suchych/zniszczonych włosów - może okazać się nieco za słaba, jeśli chodzi o typowo nawilżającą kurację. Doskonale nada się jednak do codziennego stosowania, bez obaw o przenawilżenie - będzie odpowiednio delikatnie kondycjonowała włosy niezależnie od ich rodzaju, podtrzymując efekty uzyskane podczas stosowania maski z algami. Produkt posiada intensywny zapach proszku do prania, który niestety nie należy do moich faworytów. 


- MASKI PROTEINOWE -

SILK 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Parfum, Sericin, Benzyl Alkohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Jeśli chodzi o maski proteinowe, mogą one zdziałać cuda, nie pozostawić po sobie żadnych efektów lub przyczynić się do powstania poważnych zniszczeń. Jak zatem wybrać najlepszą? Przede wszystkim należy zacząć od analizy składów kosmetyków do włosów, których używamy na co dzień. Jeśli szampon, odżywka lub inna maska zawierają jedwab, keratynę, proteiny mleka i/lub inne, nie warto sięgać dodatkowo po maski proteinowe, chyba, że wcześniej zrezygnujecie ze stosowanych dotychczas kosmetyków i zaplanujecie swoją pielęgnację od nowa. Nasze włosy w większości składają się z białek, które ulegając uszkodzeniom, pozostawiają na naszej głowie nieposłuszne, suche kosmyki. Warto zatem wiedzieć, jak używać masek odbudowujących, by skutecznie poprawić kondycję włosów. Maska Silk zawiera w składzie oliwę z oliwek (Olea Europaea, jednonienasycona) o działaniu odżywczym i wygładzającym oraz proteiny jedwabiu (Sericin), które w moim przypadku nie zdały egzaminu - ich działanie było zbyt słabe (włosy niskoporowate). Myślę, że Silk sprawdzi się lepiej u posiadaczek włosów wysoko- i średnioporowatych - należy jednak pamiętać, by nie przesadzać z częstotliwością i ilością stosowanej maski - jeden dzień w tygodniu na pewno wystarczy, by uzyskać oczekiwane rezultaty. Kosmetyk posiada subtelny kwiatowo-owocowy zapach.


KERATIN 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Hydrolyzed Keratin, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Maska Keratin to jeden z najpopularniejszych wariantów produktów Kallos. Często spotykam się z negatywnymi opiniami na jej temat, jednak są one w większości spowodowane tym, że kobiety nie potrafią stosować masek proteinowych - robią to zbyt często i w zbyt dużej ilości, czym doprowadzają do opłakanego w skutkach przeproteinowania. Maska Keratin jest moją ulubioną proteinową maską spośród wszystkich w tej kategorii. Jej działanie jest bardzo intensywne nie tylko ze względu na zawartość keratyny (Hydrolyzed Keratin), ale również protein mleka (Hydrolyzed Milk Protein), które na włosach dają efekty niesamowitego wygładzenia, wzmocnienia i odżywienia. Ze względu na zawartość dwóch rodzajów protein w składzie, z maską należy postępować wyjątkowo ostrożnie - zbyt częste użytkowane prawie na pewno doprowadzi do nagromadzenia się na włosach nadmiaru protein. Warto jej używać regularnie, lecz w pewnym odstępie czasowym, na przykład raz na tydzień. Jeśli chodzi o zapach, bardzo przypomina męski żel pod prysznic, który bardzo przypadł mi do gustu.



MILK 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Wersja Milk posiada w składzie tylko i wyłącznie proteiny mleka (Hydrolyzed Milk Protein). Pomimo niezbyt bogatego składu, jej działanie jest naprawdę przyjemne - wygładza, odżywia i nabłyszcza włosy. W widoczny sposób pozytywnie wpływa na ich kondycję, za co bardzo ją polubiłam. Posiada wyjątkowo intensywny mleczny zapach, który niestety nie przypadł mi do gustu i nie kupiłam jej ponownie tylko z tego względu. Jeśli jednak podobają się Wam tak słodkie wonie, zapewne bardziej polubicie maskę Milk, niż Keratin. Sprawdzi się na każdych włosach, ale tylko wtedy, gdy będzie używana rozsądnie, tak samo jak w przypadku poprzedniczek. 


HAIR PRO-TOX

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Cocos Nucifera Oil, Parfum, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, Panthenol, Hydrolyzed Keratin, Soluble Collagen, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Propylene Glycol, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone.

Hair Pro-Tox to odżywcza bomba, która idealnie sprawdzi się szczególnie w pielęgnacji włosów niskoporowatych. Jednonienasycona oliwa z oliwek (Olea Europaea) oraz nasycony olej kokosowy (Cocos Nucifera) są doskonałymi emolientami, które dogłębnie odżywią kosmyki. Olej kokosowy wnikając głęboko we włos utrzyma nawilżenie i doda intensywnego blasku. Ma również działanie regenerujące, które zauważalne jest już po pierwszej aplikacji. W masce znajdziemy również dwa rodzaje protein - keratynę (Hydrolyzed Keratin) oraz kolagen (Soluble Collagen), o działaniu silnie odmładzającym i uelastyczniającym, a także dodającym objętości. W składzie znajduje się także sól kwasu hialuronowego (Sodium Hyaluronate) o właściwościach nawilżających i kondycjonujących oraz prowitaminę B5 (Panthenol), która również świetnie wpływa na stan bardzo suchych i zniszczonych włosów. Zapach maski jest bardzo podobny do proszku do prania, tak samo jak w przypadku maski nawilżającej z aloesem. 


CAVIAR

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Caviar Extract, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Caviar nie jest typową maską proteinową, lecz umieściłam ją w tej kategorii ze względu na to, iż ekstrakt z kawioru (Caviar), który występuje w składzie, jest źródłem wielu protein. Działanie kosmetyku nie jest już tak intensywne - jej zadaniem jest podtrzymanie efektów uzyskanych po zastosowaniu innych masek silnie proteinowych. Sprawdza się podczas codziennego stosowania nie wysuszając ani nie niszcząc włosów. Dobrze je odżywia i sprawia, że ich kondycja jest naprawdę świetna. Sprawdzi się niezależnie od rodzaju kosmyków. Jeśli chodzi o zapach, również przypomina męski żel pod prysznic, ale zdecydowanie bardziej intensywny niż w przypadku maski Keratin.


To by było ode mnie wszystko. Całą wiedzę, którą posiadam, przekazuję Wam i mam nadzieję, że z niej skorzystacie wcielając w życie podczas planowania swojej nowej, odmienionej pielęgnacji. Pamiętajcie, że każda z nas ma inne włosy i inne potrzeby - może się zdarzyć, że żadna z masek nie przypadnie Wam do gustu, ze względu na zawartość silikonów lub innych substancji, których Wasze włosy nie tolerują. Każdy produkt trzeba traktować indywidualnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...