niedziela, 21 sierpnia 2016

TOO FACED: Chocolate Bon Bons Palette - recenzja


Muszę przyznać, że zakupy w Sephorze online to sama przyjemność - rabaty, szybka wysyłka, profesjonalna obsługa, wiele produktów na wyłączność. Jednym z kosmetyków, których zakup rozważałam od dłuższego czasu, była paleta Too Faced Chocolate Bon Bons. Zauroczył mnie nie tylko jej wygląd, ale również, a raczej - przede wszystkim, jej zawartość. Szesnaście cudownych cieni zamkniętych w czekoladowej, różowej kasetce. Musiałam ją mieć i... już jest u mnie! Jeśli zatem jesteście ciekawe szczegółów, zapraszam do czytania dalej!


Cienie ukryte są w solidnej, metalowej palecie zamykanej na magnes. Wszelkie detale są idealnie dopracowane i niezwykle cieszą oko - szczególnie urocze, wytłaczane serduszka. Za tę przyjemność przychodzi nam jednak zapłacić niemałą sumę, bo aż 189zł w regularnej cenie. Na szczęście w Sephorze często można trafić na kuszące rabaty, które nieco ułatwiają przełknięcie takiej kwoty. To, czy produkt jest warty tych pieniędzy nie ulega jednak wątpliwości - cienie są bardzo wysokiej jakości.


Firma zapewnia, że jej produkty wzbogacone zostały o puder kakaowy o właściwościach antyoksydacyjnych. Dzięki temu również wiele użytkowniczek twierdzi, że mogą się cieszyć pysznym zapachem czekolady podczas aplikacji. Jaka jest prawda? Paleta nie pachnie niczym, co chciałoby się zjeść, wręcz przeciwnie - znacie lek na jedną z bardziej przykrych dolegliwości o nazwie Smecta? Tak pachnie ta paleta. Nieciekawie, czyż nie?


Pomijając jednak kwestię zapachu, bo nie ona jest najważniejsza - kasetka mieści w sobie szesnaście wyjątkowych cieni - w większości chłodnych lub neutralnych. Wszystkie są niezwykle wysokiej jakości, bajecznie się rozcierają i nie tracą na intensywności podczas blendowania. W palecie mieści się również lusterko, z którego raczej nigdy nie skorzystam.




ALMOND TRUFFLE

Idealny odcień transferowy dla kobiet o neutralnym lub chłodnym typie urody. Matowy, jasny brąz o różowych tonach doskonale nada się do zaznaczenia załamania powieki i skorygowania kształtu oka. Jest świetnie napigmentowany, jedwabisty i idealnie rozciera się zarówno na mokrej, jak i suchej bazie.


CASHEW CHEW

Jasny, matowy beż ze srebrnymi drobinkami. Doskonale nada się do podkreślenia powieki ruchomej w klasycznym makijażu z kreską. Odcień jest całkowicie neutralny, więc z powodzeniem użyć go może każda kobieta, niezależnie od swojego typu urody. 


DARK TRUFFLE

Głęboki odcień czekoladowego brązu, który perfekcyjnie podkreśli zewnętrzny kącik oka. Z pewnością nada makijażowi wyjątkowego charakteru dzięki swojemu metalicznemu połyskowi. Jego konsystencja jest nieco sucha, ale nadal jest bardzo dobrze napigmentowany, więc praca z nim to sama przyjemność.


SATIN SHEETS

Najpiękniejszy odcień z całej palety, idealnie rozświetlający zarówno oko, jak i kości policzkowe. W zależności od padającego światła zmienia odcień z bardzo delikatnego, różowego złota na szampański. Niesamowity i unikatowy - zdecydowanie mój ulubieniec nie tylko ze względu na niepowtarzalny kolor, ale również idealną, jedwabistą konsystencję i pigmentację. Zdjęcia niestety nawet w najmniejszym stopniu nie oddają jego prawdziwego piękna. 


COTTON CANDY

Jasny, perłowy i chłodny róż o białej poświacie. Idealny do podkreślania powieki ruchomej, urozmaici każdy, nawet najprostszy makijaż oka. Nienachalny, świetnie napigmentowany i idealnie łączący się z pozostałymi odcieniami z palety. 


PECAN PRALINE

Szary, matowy brąz, który idealnie podkreśli załamanie powieki. Jest to jednak odcień bardzo chłodny, więc dobrze wyglądać będzie jedynie u osób o takim typie urody (zima lub lato). Świetnie sprawdzi się również w roli cienia transferowego. 


CAFE AU LAIT

Cudowny odcień kawy z mlekiem, bardzo błyszczący, idealnie odbijający światło. Jest to kolor równie chłodny, co wspomniany wyżej Pecan Praline, więc razem stworzą idealny duet zarówno w mocniejszym, wieczorowym wydaniu, jak i w delikatniejszym - dziennym. Jest to również mój drugi ulubiony cień w palecie. 


TOTALLY FETCH

Perłowy, świetnie napigmentowany róż o niebieskiej poświacie. Doskonale sprawdzi się w makijażu wieczorowym ożywiając go i urozmaicając, a w duecie z Duraline stworzą niepowtarzalny odcień eyelinera.


SPRINKLES

Cień perłowy, łososiowo-różowy w palecie - złoty z delikatną, różową poświatą na oku. Niesamowity kolor, którego szukałam wiele lat wśród produktów Inglota. Jest urzekający, niepowtarzalny i śmiem twierdzić, że nigdy nie widziałam równie pięknego odcienia. Kolejny ulubieniec w palecie, zaraz po Satin Sheets i Cafe Au Lait


BORDEAUX

Bordeaux to matowy, brązowy cień wpadający w... bordo. Nazwa jest zatem bardzo adekwatna. Piękny, głęboki odcień sprawi, że nasze spojrzenie nabierze tajemniczości, a wyjątkowy kolor nada mu charakteru. Jest to również jedyny cień w palecie, który w styczności z pędzlem nieco się kruszy. 


EARL GREY

Ten cień to dla mnie zagadka - kameleon, duochrome? W zależności od użytej bazy wydaje się być bardziej niebiesko-zielony lub szary. Piękny, choć na pewno nie uniwersalny. Sprawdzi się raczej u kobiet o chłodnym i neutralnym typie urody, choć niewykluczone, że w postaci eyelinera będzie pasował również ciepłym typom. 


MOLASSA CHIP

Cień metaliczny, doskonale napigmentowany i wyjątkowy - w zależności od światła - bardziej miedziany lub złoty. Wygląda jak prawdziwy, ciekły metal - bajeczny kolor. Kolejny ulubieniec, na pewno na moich oczach zagości nie raz, bo jestem nim oczarowana. Niestety, aparat i lampa, których używałam, całkowicie pochłonęły kolory i odebrały urok temu wyjątkowemu odcieniowi. Szkoda!


MOCHA

Jeden z cieplejszych odcieni w palecie. Matowy, średni brąz, stworzony do zaznaczania załamania powieki. W duecie z cieniem Bordeaux na pewno sprawdzi się znakomicie. Fantastycznie napigmentowany. 


MALTED

Choć jest to cień o bardzo ładnym, neutralnym odcieniu brązu, to jest to również najsłabszy cień w całej palecie - może robić plamy i smugi, choć kiedy poświęcimy mu chwilę - naprawdę pięknie pogłębi kolor w załamaniu powieki. Posiada również złoto-miedziane drobinki i jestem przekonana, że to właśnie przez nie nieco stracił na jakości. 


BLACK CURRANT

Na co dzień nie przepadam za fioletami, ale muszę przyznać, że ten odcień jest bajeczny. Głęboki, śliwkowy odcień, idealnie napigmentowany, pięknie połyskujący różowymi, złotymi i miedzianymi drobinkami. Po prostu fantastyczny!


DIVINITY

Jeden z większych cieni w palecie to matowy, doskonale napigmentowany beż, który posiada malutkie, srebrne drobinki. Mają one jednak za zadanie w bardzo subtelny sposób odbijać światło, więc są absolutnie niewidoczne po aplikacji. Bardzo go polubiłam, jest idealny. 


Tak prezentują się wszystkie cienie w palecie Too Faced Chocolate Bon Bons. Szkoda, że mój aparat nie był w stanie uchwycić piękna tych cieni, ale możecie mi wierzyć - są cudowne, a wiele z nich niepowtarzalnych. Jestem w pełni zadowolona z zakupu i na pewno skuszę się na inne palety marki, bo ta mnie oczarowała. 


Znacie Chocolate Bon Bons? Koniecznie dajcie mi znać co o niej myślicie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...