sobota, 7 kwietnia 2018

TOŁPA & LIDL | Nature Story | Seria kosmetyków do pielęgnacji twarzy


W moje ręce trafił niedawno pięknie zapakowany zestaw kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Całość utrzymana w przyjaznym dla środowiska i skóry klimacie. Gdy tylko zdjęłam wieczko kartonu, od razu pomyślałam, że w rękach faktycznie trzymam kilka naturalnych produktów, które będą rozpieszczać moją cerę i duszę. Opakowania mówiły same za siebie - minimalistyczna biel złamana czernią i odrobiną koloru. Wszędzie ptaszki, trawka i drzewka. Kosmetyki tworzone w zgodzie z naturą - taka była moja pierwsza myśl i zapewne takie wrażenie chciał wywrzeć na potencjalnym kliencie producent - Tołpa. Biorąc pod uwagę, że ogromna część osób robiących zakupy to wzrokowcy, cel został osiągnięty. Warto również wspomnieć, że jeśli coś dobrze się prezentuje, rzadko zwracamy uwagę na zawartość, czyli to, co w zasadzie powinno interesować nas najbardziej. W związku z powyższym postaram się dzisiaj jak najdokładniej przyjrzeć składom i działaniu kosmetyków z serii Nature Story. Czy warto zwrócić na nie uwagę podczas zakupów?


Z dnia na dzień każdy z nas staje się coraz bardziej świadomy tego, co kładzie na talerz, co aplikuje na skórę i w co się ubiera. Coraz częściej rezygnujemy z produktów, które wydają się nam szkodliwe lub wytwarzane w nieetyczny sposób. Między innymi dlatego coraz większe grono konsumentów zwraca uwagę na to, z czego wykonana została ich nowa koszula lub czy krem, którego używają, nie zawiera substancji drażniących. Szukamy produktów, które będą jednocześnie przyjazne dla naszego organizmu i nie będą kosztowały ogromnych pieniędzy. Firmy dostrzegają te tendencje i w dużej mierze starają się iść z duchem czasu dostosowując się do oczekiwań klienta. Dobrym sposobem na sprzedaż jest również ładne opakowanie i chwytliwe hasło. Zdecydowanie łatwiej jest sięgnąć po coś, co z daleka woła KUP MNIE, JESTEM NATURALNY I ZDROWY!, niż zagłębiać się w łacińsko-angielskie nazwy, a następnie analizować je stojąc godzinami przed sklepowymi półkami. I wiecie, nie mam nic przeciwko produktom, które nie są do końca organiczne. Substancje pochodzenia syntetycznego również mogą przynieść naszej skórze wiele dobrego. Wolałabym jednak, by marki nie starały się na siłę przekonywać, że ich kosmetyki nie mają nic wspólnego ze sztucznością, kiedy skład kosmetyku mówi coś zupełnie innego.

Po słowie wstępu, chciałabym przedstawić Wam nowości kosmetyczne marki Tołpa, które od 6 marca znaleźć można w sklepach Lidl. Maska, trzy kremy do twarzy, żel, peeling oraz płyn micelarny od kilku tygodni stanowią część mojej pielęgnacji. Podchodziłam do nich z dużą dozą niepewności, jednak część z nich sprawdza się naprawdę przyzwoicie, szczególnie peeling i płyn micelarny. Od nich chciałabym zacząć również swoją recenzję.

MIĘTOWA LIMONKA | EXTRA FRESH EVERYDAY PEEL | ORZEŹWIAJĄCY ŻEL Z PEELINGIEM BAMBUSOWYM DO MYCIA TWARZY

Od wielu lat chętnie sięgam po żel z peelingiem marki Garnier. Choć seria do cery tłustej tej marki nie cieszy się najlepszą opinią, ten intensywnie działający żel zawsze dobrze spisywał się w mojej pielęgnacji. Równie chętnie sięgam po produkt marki Tołpa, który od niedawna skutecznie oczyszcza i odświeża moją skórę. W tym przypadku skład prezentuje się całkiem przyzwoicie, jednak żałuję, że jest to tylko żel, który ma za zadanie oczyścić naszą skórę i po chwili z niej znika. W związku z tym zawartość mnóstwa ekstraktów nie ma dla mnie aż takiego znaczenia. Najważniejsze, by spełniał swoje zadanie jeśli chodzi o złuszczanie naskórka i oczyszczanie. Robi obie te rzeczy. Nie zauważyłam, by negatywnie wpłynął na kondycję mojej cery i, o dziwo, nie wywołuje podrażnień. Myślę, że w przypadku cer tłustych i normalnych bez zaognionych niedoskonałości, powinien zdać egzamin. Nie stosowałabym go jednak codziennie, ponieważ uporczywe pozbywanie się warstwy rogowej może wyrządzić więcej szkody, niż pożytku. Jego konsystencja jest dość lejąca, jest bogato wypełniony ścierającymi drobinami i bardzo dobrze się pieni. Zapach również jest przyjemny, orzeźwiający, miętowo-cytrynowy. Cena: 12,99 zł

W żelu znajdziemy wiele przyjaznych skórze substancji - wosk z otrębów ryżowych, puder bambusowy, ekstrakt torfowy, łopianowy, jałowcowy, goryczkowy, tymiankowy, cytrynowy, limonkowy, miętowy oraz komórki macierzyste z motylego krzewu. Również składniki myjące występujące w INCI nie powinny (choć oczywiście mogą) szkodzić cerze. Ogólnie rzecz biorąc, peeling ma najlepszy skład ze wszystkich kosmetyków, które dostałam w paczce. Przyznam szczerze, że przekłada się to również na działanie, ponieważ to właśnie on najbardziej odpowiada mojej skórze. 

Skład: Aqua, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Polysorbate 20, Polyglyceryl-3 Caprate, Caprylyl/Capryl Glucoside, Rice Bran Wax, Bambusa Arundi-Nacea Stem Powder, Peat Extract, Arctium Majus Root Extract, Junipe-Rus Communis Fruit Extract, Gentiana Lutea Root Extract, Thymus Vulgaris Flower/Leaf Extract, Citrus Limon Peel Extract, Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Buddleja Davidii Meristem Cell Culture, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Juice, Acrylates/c10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Propylene Glycol, Sodium Hydroxide, Sodium Citra-Te, Tetrasodium EDTA, Parfum, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.


DELIKATNA BAWEŁNA | BYE BYE MAKE UP CLEANSING WATER | WODA MICELARNA DO DEMAKIJAŻU TWARZY I OCZU

Płyny micelarne Tołpy naprawdę dobrze radzą sobie z usuwaniem makijażu. I co tu dużo mówić - ten z nowej serii też przypadł mi do gustu. Nie wywołuje pieczenia w okolicach oczu, dokładnie pozbywa się wodoodpornych kosmetyków i moich długotrwałych, misternie zagruntowanych podkładów. Nie zostają nawet ślady po dobrze napigmentowanych, matowych pomadkach, których używam na co dzień. Jednym słowem - warto. Naprawdę daje radę. Cena: 12,99 zł

Jeśli chodzi o INCI, jest w porządku. Znam kosmetyki o znacznie słabszych składach, które nie radzą sobie tak dobrze z demakijażem. Tutaj mamy natomiast łagodnie myjący Poloxamer 184, sól kwasu hialuronowego, ekstrakt torfowy, bawełniany (co ważne, w początkowej części składu), z mikołajka nadmorskiego, fruktozę, mocznik, witaminę B3 i inozytol. Pod koniec znajdziemy oczywiście takie składniki jak Disodium EDTA czy Propylene Glycol, które mają niewiele wspólnego z naturą.

Skład: Aqua, Poloxamer 184, Disodium Cocoamphodiacetate, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Polysorbate 20, Peat Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, Sodium Lactate, Sodium PCA, Glycine, Fructose, Urea, Niacinamide, Inositol, Lactic Acid, Disodium EDTA, Sodium Citrate, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Propylene Glycol, Parfum, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid.


DELIKATNA BAWEŁNA | MILKY FOAM WASH GEL | NAWILŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY I OCZU

Nie da się ukryć, że bez żelu do twarzy ani rusz. Osobiście nie wyobrażam sobie nie zastosować produktu tego typu po wykonaniu demakijażu płynem micelarnym lub mleczkiem. Dobrze pieniący się i skuteczny, ale zarazem delikatny żel byłby idealny. Zapewne każda z nas, niezależnie od rodzaju cery, szuka podobnych cech w kosmetykach oczyszczających. W przypadku Tołpy dwie pierwsze cechy występują, a o delikatności zapomniano. Właściwie już podczas pierwszego mycia odczuwalne jest drętwienie i mrowienie w okolicach nosa, ust i brody. U mnie te partie są najbardziej wrażliwe na wszelkiego rodzaju czynniki drażniące. Dodatkowo, gdy żel dostanie się w okolice oczu, wywołuje nieznośnie pieczenie. Sam proces mycia nie należy zatem do najprzyjemniejszych, jednak nie mogę powiedzieć, że Tołpa nie radzi sobie z oczyszczaniem, bo to akurat robi doskonale. Nie jestem tylko pewna, czy mam ochotę codziennie rano i wieczorem narażać się na podobny dyskomfort. Formuła żelu jest bardzo gęsta, pieni się dość powolnie, ale bardzo obficie. Ponadto posiada słodki, dość intensywny mleczny zapach. Jeśli znacie maskę do włosów Kallos Milk, to produkt Tołpy pachnie niemal identycznie, może odrobinę subtelniej. Cena: 12,99 zł

Poniżej mamy typowy przykład złego składu. Dziwi mnie Cocamidopropyl Betaine na pierwszym miejscu INCI, której nie poprzedza nawet woda. To stężenie jest chyba niekorzystne dla każdego rodzaju cery i nic dziwnego, że odczuwalny jest tak silny dyskomfort podczas mycia. Potwierdza się tym samym teza o potencjalnym działaniu drażniącym tego składnika. Kolejną substancją, który nie wiadomo dlaczego umieszczono przed wodą, jest Disodium Cocoamphodiacetate, która może powodować przesuszenie i podrażnienie skóry. Ta kolejność nie jest dla mnie zrozumiała. Na trzecim miejscu pojawia się w końcu woda, a zaraz za nią znienawidzony przeze mnie Cocamide DEA o działaniu karcynogennym. Na jednym z początkowych miejsc znajdziemy także zapach, którego obecność na jednej z najwyższych pozycji jest dla mnie również kompletnie niezrozumiała. Wolałabym, by kosmetyk pachniał źle, lub wcale. Nie zapomniano jednak o dwóch ekstraktach (tofrowym, a na szarym końcu, bawełnianym). Na do widzenia uraczono nas dodatkowo glikolem propylenowym

Skład: Cocamidopropyl Betaine, Disodium Cocoamphodiacetate, Aqua, Cocamide DEA, Caprylyl/ Capryl Glucoside, Parfum, Glycerin, Sodium Lactate, Lactic Acid, Peat Extract, Sodium Hyaluronate, Hydroxyethyl Urea, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, Propylene Glycol, Styrene/Acrylates Copolymer, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid.


BIAŁY RYŻ | ENERGY DRINK CREAM | NAWILŻAJĄCY KREM Z ANTYOKSYDANTAMI

Nie miałam jeszcze okazji używać kremu, którego zapach wyczuwalny byłby bez przerwy od rana, do wieczora. Nie mówię, że Biały ryż pachnie źle, wręcz przeciwnie, uwielbiam zapach owocowych cukierków, jednak najbardziej odpowiada mi on w momencie, gdy otwieram opakowanie takich słodyczy, niekoniecznie w produkcie, który codziennie ma gościć na mojej skórze. To nie oznacza niczego dobrego. Przez tą bardzo, ale to bardzo intensywną woń, mam niestety wrażenie, że aplikuję na twarz coś szkodliwego. Chemię, która bardzo negatywnie wpłynie na kondycję mojej cery. Pomijając jednak kwestię zapachu, skóra po użyciu kosmetyku jest całkiem przyjemna w dotyku, nawilżona w umiarkowanym stopniu i dość matowa. Wydaje mi się, że ma tendencję do zapychania porów. Nie wywołuje jednak pieczenia. Produkt, choć gęsty, rozprowadza się na twarzy zupełnie bezproblemowo i nie bieli - wchłania się w mgnieniu oka. Stanowi również dobrą bazę pod makijaż. Mimo wszystko jednak, za każdym razem gdy decydowałam się na jego użycie, mój wewnętrzny głos podpowiadał mi, że nie jest to najlepszy wybór. Cena: 16,99 zł

Skład produktu nie prezentuje się najlepiej. W kremie znajdziemy mnóstwo różnych składników, lecz w niektórych z nich jest niewiele natury (Steareth-10Ceteareth-20Disodium EDTA, Propylene Glycol). Najbardziej niepokoi i zastanawia mnie jednak obecność soli aluminium (Aluminum Starch Octenylsuccinate) tak wysoko w składzie - po co substancja tak silnie matująca i zapobiegająca produkcji wilgoci w kosmetyku nawilżającym? Zaraz po niej występuje zapach (Parfum), który umiejscowiony tak wysoko może przyczynić się do występowania reakcji alergicznych. Co prawda na początku INCI znajdziemy masło shea, a nieco dalej wyciąg z torfu, ale pozostałe ekstrakty, t.j. z bobrku, ryżu, pomarańczy i rozmarynu znajdują się już po zapachu, emoliencie i emulgatorze, co nie do końca odpowiada moim oczekiwaniom względem naturalnego produktu.

Skład: Aqua, Glycerin, Propylheptyl Caprylate, C12-C15 Alkyl Benzoate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Aluminum Starch Octenylsuccinate, Peat Extract, Cetearyl Alcohol, Parfum, Cetyl Alcohol, Steareth-10, Oryza Sativa Extract, Menyanthes Trifoliata Leaf Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Callus Culture Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Ceteareth-20, Disodium EDTA, Carbomer, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Magnesium Aluminum Silicate, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Sodium Polyacrylate, Propylene Glycol, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Glyceryl Stearate, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol. 


SUPER SOJA | ALL IN ONE CREAM | EKSPRESOWY KREM PRZECIW PIERWSZYM ZMARSZCZKOM

Każda z nas z biegiem lat coraz częściej zaczyna sięgać po kosmetyki o działaniu przeciwstarzeniowym. Tołpa postarała się wyjść naprzeciw oczekiwaniom młodych kobiet i stworzyła ekspresowy krem przeciw pierwszym zmarszczkom. Produkt jest delikatnie perfumowany, a dobrane nuty zapachowe nie są tak przytłaczające, jak w w przypadku nawilżającego poprzednika, dzięki czemu jest znacznie przyjemniejszy w użyciu (tutaj postawiono na subtelnie słodką, kosmetyczną woń). Jego konsystencja jest typowo kremowa, dość lekka i dobrze się wchłania, nie pozostawia żadnego filmu na skórze. Jeśli chodzi o działanie, to jest bardzo podobne, a wręcz identycznie, co w przypadku Białego ryżu - skóra jest gładka, matowa i umiarkowanie nawilżona, a jeśli chodzi o działanie przeciwzmarszczkowe, to na ten temat trudno jest mi się niestety wypowiedzieć. Co ważne, nie wywołuje dyskomfortu podczas aplikacji. Gdyby nie zawartość zbędnych składników, a przede wszystkim soli aluminium, myślę, że mogłabym się z nim polubić. Cena: 16,99 zł

INCI produktu prezentuje się niemal identycznie, co w przypadku kremu nawilżającego. Nie dziwi zatem bardzo podobne działanie obu produktów. Jedyną różnicą jest zawartość ekstraktu i olejku sojowego oraz polisacharydów pozyskanych ze strączyńca. Czy to jednak wystarczy, by działać przeciwzmarszczkowo? Ponadto ponawiam pytanie - po co w kremie (teoretycznie) odżywczym sól aluminium i pozostały wianuszek wątpliwej skuteczności składników (w tym przypadku dochodzi również BHT)? Szkoda, bo mógłby być ciekawą propozycją dla osób o cerze normalnej lub mieszanej.

Skład: Aqua, Glycerin, Propylheptyl Caprylate, C12-15 Alkyl Benzoate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Aluminum Starch Octenylsuccinate, Peat Extract, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Steareth – 10, Cassia Angustifolia Seed Polysaccharide, Glycine Soja Seed Extract, Glycine Soja Oil, Ceteareth-20, Glyceryl Stearate, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Carbomer, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Magnesium Aluminum Silicate, Parfum, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Propylene Glycol, Sodium Polyacrylate, BHT, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.


MIĘTOWA LIMONKA | ALL DAY MATT CREAM | LEKKI KREM Z PUDREM MATUJĄCYM

W przypadku Miętowej limonki mogło być bardzo dobrze, ale niestety nie jest. Sól aluminium, którą producent chwali się nawet w nazwie produktu (dlaczego?), znajduje się już na drugim miejscu w INCI. Użyłam kremu, a właściwie kremu-żelu, tylko raz. Nie chciałam ryzykować, tym bardziej, że otrzymałam jeszcze trzy inne produkty z jej zawartością, które również chciałam ocenić. Krem w żadnym stopniu nie nawilżył mojej skóry. Jedyne co zrobił, to intensywnie ją zmatowił. Mam jednak wrażenie, że gdyby darowano sobie tę szkodliwą substancję, mógłby być ciekawą propozycją skierowaną do osób z cerą tłustą i mieszaną, nawet pomimo kilku kontrowersyjnych substancji. Dzięki lekkiej, żelowo-kremowej konsystencji nie obciążyłby cery, a zapach uprzyjemnił codzienne stosowanie, ponieważ nie jest zbyt nachalny. Doceniam również zawartość różnych ekstraktów (torfowego, goryczkowego, limonkowego, miętowego, łopianowego, jałowcowego, tymiankowego, cytrynowego). Cena: 16,99 zł

Skład: Aqua, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Peat Extract, Coco-Caprylate, Glycerin, Gentiana Lutea Root Extract, Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Juice, Arctium Majus Root Extract, Juniperus Communis Fruit Extract, Thymus Vulgaris Flower/Leaf Extract*, Citrus Limon Peel Extract, Carbomer, Sodium Hydroxide, Buddleja Davidii Meristem Cell Culture, Xanthan Gum, Sodium Acrylate/Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Polysorbate 80, Propylene Glycol, Isohexadecane, Parfum, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Caprylyl Glycol.


ŚWIEŻA FIGA | EVERY NIGHT SLEEPING CREAM-MASK | KREM-MASKA DO NOCNEJ REGENERACJI

Zachodzące w skórze procesy regeneracyjne są szczególnie intensywne nocą. Wieczorem najczęściej stawiamy na produkty bogate, czasem tłuste, a na pewno silnie nawilżające i odżywcze. Ważne, by pomagały cerze się odbudować i wzmocnić. Sama bardzo lubię stosować wieloetapową pielęgnację, która składa się z maski, serum i dobrego kremu. Często jednak nie mam czasu na wszystkie kroki, więc zbawieniem wydaje się być krem, który jest na tyle skoncentrowany, że jednocześnie jest w stanie zastąpić i maskę i krem na noc. Gdy zapoznałam się ze Świeżą figą, byłam przekonana, że moja skóra ją polubi. I wiecie co? Jest to jedyny krem z czterech, który wydaje się odpowiadać mojej skórze. Ma przyjemną, jedwabistą konsystencję i delikatny, kobiecy zapach. Moja twarz rano jest jasna, gładka i całkiem nieźle nawilżona. Mimo wszystko skład nadal mnie nie przekonuje. Uważam, że równie dobrze, a nawet lepiej, sprawdziłaby się, gdyby wyeliminowano część kontrowersyjnych składników. Cena: 16,99 zł

Jedwabistość formuły i efekt gładkiej cery zawdzięczać można obecnemu na czwartym miejscu w składzie silikonowi (Isohexadecane). Trzeba przyznać, że rezultaty, które zapewnia, kuszą do regularnego sięgania po maskę-krem. Warto jednak zaznaczyć, że może działać komedogennie. Zaraz po nim występuje ciekawy olej babassu, a na kolejnym miejscu dostajemy, po raz kolejny, sól aluminium (po co zastosowano ją w kosmetyku do nocnej regeneracji?). Dalej wzbogacono produkt o ekstrakt torfowy i figowy oraz komórki macierzyste. Pod koniec składu znajdziemy Ceteareth-20Tetrasodium EDTA oraz Propylene Glycol. Gdyby nie sól i silikon, mogłabym się bardzo zaprzyjaźnić z tym produktem. 

Skład: Aqua, Glycerin, Coco-Caprylate, Isohexadecane, Orbignya Oleifera Seed Oil, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Peat Extract, Hydroxyethyl Urea, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Buddleja Davidii Meristem Cell Culture, Ficus carica (Fig) fruit extract, Ceteareth-20, Tetrasodium EDTA, Propylene Glycol, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Parfum, Sodium Hydroxide, Magnesium Aluminum Silicate, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.


A Wy, przymykacie oko na niekorzystne składy czy wręcz przeciwnie? Przed napisaniem tej recenzji zgłębiłam jeszcze temat kontrowersyjnych składników, szczególnie soli aluminium. Zdania na jej temat są podzielone - niektórzy uważają, że jeśli coś jest dopuszczone do stosowania w kosmetykach, to nie stanowi dla nas żadnego zagrożenia. Czy jednak na pewno tak jest? Moja opinia jest nieco inna - uważam, że należy unikać potencjalnie szkodliwych substancji, jeśli istnieje taka możliwość. Staram się wybierać produkty, które nie wzbudzają moich podejrzeń i którym mogę w pełni zaufać. A jeśli nawet sięgam po te nie do końca naturalne, nie chciałabym, by producent starał mi się wmówić, że jest inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...