wtorek, 2 kwietnia 2019

BIELENDA | Fresh Juice - Hydroesencja z bioaktywną wodą cytrusową | Manuka Honey Nutri Elixir - Pianka do mycia twarzy z miodem


Wybór produktów do pielęgnacji twarzy zazwyczaj nie jest prostym zadaniem. Szczególnie trudny może okazać się dla konsumenta, który nie zagłębia się w tajniki funkcjonowania skóry, a często nawet nie jest pewien, jakiego typu jest jego cera. Ogrom produktów na drogeryjnych półkach przyprawia o zawrót głowy nawet mnie, choć od kilku już lat zajmuję się głównie kosmetyką - skórą i jej odpowiednią pielęgnacją. Cera tłusta? Cera sucha? Normalna? Mieszana? Dojrzała? Wrażliwa? Naczynkowa? A może jeszcze inna? Co tak naprawdę powinniśmy wybierać, by zapewnić jej komfort i poprawić jej kondycję? Jeśli chodzi o moją skórę, nigdy nie borykałam się z nadmiernym przetłuszczaniem czy przesuszeniem (oczywiście pomijam moją wieloletnią łuszczycową przygodę). Krótki zaskórnikowo-krostkowy epizod spotkał mnie w wieku 16 lat, ale spowodowany był głównie moim niedokładnym usuwaniem źle wykonywanego makijażu i usilnym pozbywaniem się wszelkich pojawiających się zmian. Dziś już wiem, że kluczem do pięknej cery jest znalezienie dobrego produktu do mycia twarzy. Takiego, który delikatnie, ale zarazem dokładnie oczyści skórę z zanieczyszczeń. Innym ważnym elementem mojej pielęgnacji są nawilżające esencje lub serum. Zazwyczaj wybieram lekkie produkty o silnie nawilżającym działaniu, które łączę ze specjalistycznymi, natłuszczającymi kremami z apteki. Ostatnio podczas zakupów w moje ręce wpadły dwie nowości od marki Bielenda, której produkty od jakiegoś czasu stanowią dużą część mojej pielęgnacji - nie można zaprzeczyć, że firma w ogromnym stopniu ulepszyła swoje składy. Miodowa pianka do mycia twarzy oraz pomarańczowa hydroesencja zainteresowały mnie podczas kosmetycznych łowów i stały się elementem mojej pielęgnacyjnej codzienności. Jeśli jesteście ciekawe szczegółów na ich temat, koniecznie przejdźcie do dalszej części wpisu. 


MANUKA HONEY NUTRI ELIXIR | MIODOWA PIANKA DO MYCIA TWARZY

Zacznijmy zatem od początku, czyli od oczyszczania. Dobór odpowiednich produktów myjących jest dla mnie bardzo istotny. Muszę jednak przyznać, że lubię eksperymentować i poznawać różne kosmetyki na własnej skórze. Pewnych granic co prawda nie przekraczam, ale jeśli składy prezentują się dobrze lub dobrze z przymrużeniem oka, to zazwyczaj decyduję się na zakup. Co ciekawe, o ile produkty do makijażu w 95% okazują się strzałem w dziesiątkę, tak pielęgnacja nie zawsze jest równie idealna. Moja cera bywa kapryśna (choć od roku nie mam z nią praktycznie żadnych problemów) i niektórych formuł czy substancji absolutnie nie toleruje. Podejrzane produkty zazwyczaj wywołują u mnie silne pieczenie lub powstawanie zaskórników. W przypadku miodowej pianki od Bielendy uważam, że jesteśmy bardzo dobrymi znajomymi, ale raczej nie przyjaciółmi. 

Pianka zdecydowanie zwraca na siebie uwagę. Duże, 200-mililitrowe opakowanie w żółtym kolorze krzyczy do klienta. Do mnie również krzyknęło, szczególnie, że cena tego miodowego specyfiku to jedyne 17 złotych bez grosza. Każdy świadomy konsument nie kupi jednak produktu tylko dlatego, że zobaczy na nim śliczną pszczołę i plaster miodu - INCI to najważniejsza informacja na kosmetyku i tylko od niej zależy, czy zdecyduję się na zakup. W przypadku piankowego musu prezentuje się ona następująco:

Skład: Aqua (Water), Stearic Acid, Glycerin, Sorbitol, Coco Glucoside, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Sodium Hydroxide, Cocamidopropyl Betaine, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Vegetable Oil, Honey, Royal Jelly, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Methylparaben, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Coumarin, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, CI 19140, CI 14700.

No i cóż, nie jest fantastycznie, ale zdecydowanie nie jest źle. Mamy tu więc klasyczny przykład dobrze z przymrużeniem oka. Początek składu w mojej opinii prezentuje się naprawdę ciekawe, jego druga część natomiast wzbudzać może kontrowersje wśród osób stawiających na naturalną pielęgnację. Ja również sięgam głównie po naturę, jednak lubię testować i dlatego postanowiłam zaopatrzyć się w ten niezwykły, miodowy eliksir. Na początku witamy się z wodą (Aqua), następnie z natłuszczającym emulgatorem (Stearic Acid), gliceryną (Glycerin), sorbitolem (humektant) (Sorbitol) i kolejnym, tym razem nawilżającym, emulgatorem (Coco Glucoside). W składzie pojawia się także olej kokosowy (Cocos Nucifera (Coconut) Oil), który nawilża, natłuszcza, odżywia i chroni; regulator pH (Sodium Hydroxide); łagodna substancja myjąca - choć mogąca uczulać (Cocamidopropyl Betaine); olej awokado (Persea Gratissima (Avocado) Oil) o działaniu silnie regenerującym i odżywczym; łagodzący panthenol (Panthenol), witamina E (Tocopheryl Acetate); bliżej nieokreślony olej roślinny (Vegetable Oil); miód (Honey); mleczko pszczele (Royal Jelly); sól kwasu hialuronowego (Sodium Hyaluronate); allantoina (Allantoin). Reszta składu, to konserwanty, barwniki, zapachy. Ogólnie uważam, że produkt jest naprawdę przyjemny pod względem INCI - przekonało mnie ono do zakupu i nie żałuję, bo sprawdza się naprawdę dobrze. Ma jednak kilka wad, w związku z którymi nie zaopatrzę się w niego ponownie po skończeniu opakowania. 


Produkt posiada piankowo-musową formułę, która jest stosunkowo lekka i niemal wcale się nie pieni. Na twarzy rozprowadza się bez problemu i niezwykle skutecznie usuwa wszelkie zabrudzenia. Nie wywołuje podrażnień, zaczerwienienia ani nie działa komedogennie. Wydawałoby się zatem, że produkt działa fantastycznie, ale niestety posiada dwie wady - zbyt intensywny, miodowy zapach z nutą sztuczności oraz wywoływanie napięcia po zastosowaniu. Choć cera jest bardzo dokładnie oczyszczona - aż piszczy pod palcami - po użyciu kosmetyku odczuwalne jest dość nieprzyjemne spięcie. Nie jest co prawda nad wyraz uciążliwe, jednak uważam, że na rynku jest sporo produktów o równie świetnym działaniu oczyszczającym, które przy tym nie powodują nadmiernego napięcia. Z uwagi na to, choć produkt naprawdę zachwyca swoim działaniem myjącym, raczej nie zdecyduję się na ponowny zakup, a na pewno nie będzie to mój pierwszy wybór. Tak jak wspominałam - został on moim bardzo dobrym znajomym, ale raczej nie przyjacielem na śmierć i życie. Mimo to zachęcam do przetestowania, bo może się okazać, że stanie się on Waszym ulubieńcem. Jest to naprawdę ciekawy produkt o niecodziennej konsystencji i przyjemnym składzie, który zdecydowanie zasługuje na chwilę uwagi.


FRESH JUICE | HYDROESENCJA Z BIOAKTYWNĄ WODĄ CYTRUSOWĄ

Jeśli Waszej skórze brakuje nawilżenia, promienności, ujędrnienia lub intensywnego działania normalizującego, koniecznie zaopatrzcie się w esencję lub serum do twarzy, które wzmocnią właściwości Waszych kremów. Taka aktywna bomba sprawi, że odpowiednio przygotowana skóra nawet w jedną noc zacznie lepiej się prezentować. Ja zdecydowałam się wzbogacić swój apteczny krem na bazie emolientów lekką, nawilżającą esencją Bielendy z nowej, cytrusowej serii. Przyznam, że zakochałam się w niej od pierwszego użycia i z dnia na dzień obserwuję coraz lepsze rezultaty. Zero obciążenia, podrażnienia, zapchania. Idealna propozycja dla osób o suchej i normalnej cerze, którym brakuje solidnej dawki nawodnienia i energii. 

W pierwszej chwili, podobnie jak w przypadku pianki myjącej, moją uwagę zwróciło piękne opakowanie (110 ml - 35 złotych) w miętowym kolorze z soczystą pomarańczą w jego centralnej części. Zaraz potem bliżej przyjrzałam się składowi i włożyłam kosmetyk do koszyka. 

Skład: Water, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Niacinamide, Panthenol, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis, Lactobionic Acid, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Fragrance, Limonene, Linalool.

Krótko i na temat. W mojej opinii skład prezentuje się naprawdę dobrze. W pierwszej kolejności (po wodzie) pojawia się ekstrakt z cytryny (Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract), który działa antyoksydacyjnie, rozjaśniająco i energizująco, dalej występuje witamina B3 (Niacinamide) o właściwościach odmładzających i stymulujących syntezę kolagenu, łagodzący panthenol (Panthenol), silnie nawilżająca gliceryna (Glycerin), ekstrakt ze słodkiej pomarańczy (Citrus Aurantium Dulcis) - rozjaśniający, nawilżający i działający przeciwutleniająco oraz sól kwasu hialuronowego (Sodium Hyaluronate) - nawilżająca i przeciwzmarszczkowa. Reszta składników to substancje zapachowe i konserwanty.


Esencja sprawdza się rewelacyjnie. Posiada lekką, wodnistą konsystencję, która po częściowym wchłonięciu pozostawia skórę delikatnie lepką. Łatwo się rozprowadza i świetnie łączy z emolientowym kremem Emotopic, którego używam od lutego. Nie powoduje ważenia się podkładu, nie wpływa negatywnie na jego trwałość. W wieczornej pielęgnacji rewelacyjnie uzupełnia działanie bogatego masła limonkowo-miętowego z The Secret Soap Store, o którym przeczytać możecie w poprzednim wpisie. Genialnie nawilża i rozjaśnia naskórek. Jestem z niej niezwykle zadowolona i serdecznie polecę nie tylko posiadaczkom cer normalnych i suchych, ale również mieszanych bez większych problemów z niedoskonałościami. Świetnie sprawdzi się również w przypadku rozszerzonych porów, ponieważ ekstrakt z pomarańczy skutecznie je zwęża. Naprawdę warto sięgnąć po ten kosmetyk będąc w drogerii. 




Znacie te dwa, ciekawe produkty? Jeśli tak, jak sprawdziły się w Waszej pielęgnacji? Koniecznie dajcie mi znać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...