sobota, 18 kwietnia 2020

TOO FACED | PALM SPRINGS DREAMS


O palecie Palm Springs Dreams od Too Faced usłyszałam kilka miesięcy temu. Oglądając filmy na YouTube z jej udziałem, wiedziałam, że muszę ją mieć w swojej kolekcji - kolory i wykończenia absolutnie mnie zauroczyły. Zdobycie jej online graniczyło jednak z cudem i udało mi się ją kupić dopiero stacjonarnie w... Warszawie. Testując ją od przeszło miesiąca, muszę uczciwie przyznać, że jest to najlepsza paleta tej marki - posiada najbardziej kremowe w konsystencji maty oraz najbardziej intensywne i odbijające światło cienie metaliczne/perłowe/iskrzące. Jeśli jesteście ciekawe innych szczegółów na jej temat, koniecznie czytajcie dalej!


Paleta Palm Springs Dreams, to eksplozja kolorów zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Estetyka kasetki początkowo do mnie nie przemawiała (drzwi i plamy...) jednak z czasem zaczęłam doceniać, że odzwierciedla swoją zawartość - róże, złoto, brąz, pomarańcz. Ponadto, grafika ma również ciekawą fakturę - zdobienia są wytłaczane. Uważam, że dodają jej uroku.

W środku kasetki, oprócz 12 fantastycznej jakości cieni, znajdziemy świetnej jakości lusterko, które bardzo przydaje się w podróży. Za tę przyjemność przychodzi nam jednak zapłacić aż 185 złotych, chociaż cenę zdecydowanie wynagradza przyjemność, jaką przynosi praca z tym produktem oraz jak pięknie kasetka prezentuje się wśród innych kosmetyków na toaletce.

Obecnie paleta nie jest już dostępna na stronie i wydaje mi się, że już nie powróci do sklepu online. Warto jednak wybrać się do Sephory stacjonarnie i sprawdzić, czy kilka sztuk nie zostało na stanie (ale może dopiero po kwarantannie).


Zestawienie kolorystycznie jest niezwykle ciekawe. W palecie znajdziemy zarówno chłodniejsze, jak i cieplejsze brązy (niektóre z nich to właściwie odcienie pomarańczu) o wykończeniu matowym oraz błyszczącym, a także kilka akcentów kolorystycznych, które świetnie uzupełnią podstawowy makijaż. Warto również wspomnieć, że cienie cudownie pachną wanilią.


CABANA TIME | matowy beż | Niemal w każdej palecie marki Too Faced znaleźć można cień w kolorze beżu. Trzeba przyznać, że skutecznie przyspiesza on stworzenie makijażu oka - eliminuje ryzyko powstania plam i zdecydowanie ułatwia proces rozcierania. Niestety, Cabana Time to dość ciemny odcień, który bardzo odznacza się na bladej cerze. Myślę, że sprawdzi się lepiej w okresie letnim. Póki co, czeka na swoją kolej. Nie mogę jednak nie wspomnieć, iż jego konsystencja jest niezwykle jedwabista, pod palcami niemal maślana. Bardzo przyjemna formuła, to trzeba przyznać. To pierwsza z moich palet tej firmy, która zawiera w sobie tak rewelacyjne matowe cienie.

RUMTIKI | matowy, neutralny brąz | W porównaniu do pozostałych brązów w palecie, Rumtiki rzeczywiście wypada najbardziej neutralnie. Przy klasycznym neutralnym brązie jednak, będzie widoczna ta subtelna różnica i nieco cieplejszy, pomarańczowy ton cienia z Palm Springs Dreams. Na powiece prezentuje się jednak rewelacyjnie, jestem pewna, że bardzo podkreśli letnią opaleniznę. Na bladej cerze wygląda jednak równie pięknie. Ponadto, dzięki wyjątkowej formule, w dotyku przypomina najdelikatniejszy materiał - jedwab. Nie spotkałam się jeszcze z równie gładkim, matowym cieniem.

DIRTY MARTINI | złote drobiny na złotej bazie | Żółte złoto nigdy nie zyskało i nie zyska mojej sympatii - przynajmniej w biżuterii. W moim makijażu jednak częściej można dostrzec ciepłe odcienie, które w teorii powinny wyglądać niekorzystnie, a w rzeczywistości całkiem nieźle podkreślają moją zieloną tęczówkę. Dirty Martini naprawdę dobrze wygląda zarówno na całej ruchomej powiece, jak i w makijażu spotlight, a także w formie akcentu na powiece dolnej. Dodatkowo, baza pod pigmenty uwydatnia miliony drobin zawartych w cieniu, dzięki czemu makijaż w każdym świetle niesamowicie iskrzy. Jeśli chodzi o jego formułę, należy do przyjemnych, jednak jest nieco bardziej sucha w porównaniu do innych cieni z palety o podobnym wykończeniu.


SAUCY & BOSSY | matowy brąz z odrobiną czerwieni | Ciekawy odcień o nieco czerwonym zabarwieniu. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest to kolor ceglasty, bo ten kojarzy się bardziej z rudością, ale zdecydowanie nie jest to klasyczny brąz. Podoba mi się jego oryginalny kolor i naprawdę często używam go w swoim makijażu - zarówno dziennym, jak i wieczorowym. Jeśli chodzi o formułę, jest równie przyjemna, co w przypadku dwóch poprzednich matów. Rozciera się jak marzenie, a jego pigmentacja zdecydowanie nie zawodzi.

SWIZZLE STICK | różowe drobiny na różowej bazie | Ta różowa eksplozja, to drugi z cieni o iskrząco-metalicznym wykończeniu. Uwielbiam go i jest to pierwszy z czterech najpiękniejszych cieni w palecie. Prezentuje się obłędnie, szczególnie zaaplikowany na bazę pod pigmenty. Mieni się niesamowicie, przyciąga wzrok i urozmaica każdy makijaż oka. Jest to ten rodzaj cienia, który genialnie wygląda zarówno w makijażu dziennym, w formie szalonego akcentu, jak i w wieczorowym, gdzie gra główne skrzypce. Jego konsystencja jest przyjemna, jednak odrobinę sucha - podobnie jak w przypadku Dirty Martini.

BUZZ KILL | pudrowo-różowe drobiny na karmelowej bazie | Ot, mamy drugi z najpiękniejszych cieni z palety. Ten wyjątkowy cień to duochrom, który, w zależności od kąta padania światła, jest bardziej karmelowy lub bardziej różowy. Obłędny odcień, pięknie uzupełnia każdy makijaż dzienny dodając mu wyjątkowości. Jestem absolutnie rozkochana w Buzz Kill, który naprawdę urzeka. Na zdjęciu poniżej wyjątkowo dobrze widać, jak fantastycznie zmienia kolory. Jego formuła dodatkowo jest znacznie mniej sucha, niż jego dwóch poprzedników.


TFTI | metaliczna miedź | Cudowna, bardzo maślana w swojej formule, metaliczna miedź. Jest bardzo intensywna i rewelacyjnie odbija światło. Choć jest to dość popularny odcień i podobne wariacje na jego temat pojawiały się w kilku innych paletach, to ten jest najbardziej spektakularny i zdecydowanie należy do najpiękniejszej czwórki. Naprawdę go lubię i uważam, że świetnie podkreśla zieloną oraz niebieską tęczówkę.

LAST CALL | satynowo-metaliczna cegła | Uważam, że cień Last Call to najmniej spektakularny kolor w palecie. Jego wykończenie jest dość płaskie i nudne. Gdyby w swojej formule przypominał Tfti, prawdopodobnie mogłabym go uznać za piąty najlepszy odcień, ale przez dość rozczarowującą konsystencję i wykończenie, niestety, muszę uznać go za najsłabsze ogniwo.

MOCKTAIL | matowa, zgaszona cegła | Maty w palecie Palm Springs Dream zdecydowanie nie zawodzą. Choć Mocktail to naprawdę ciepły, ceglany odcień, to wciąż rewelacyjnie prezentuje się nawet na tak chłodnym typie urody, jak mój. Jestem nim zachwycona, zarówno jego ciekawym kolorem, jak i jedwabistą formulą.


BYOB | ciemny, matowy brąz | Najciemniejszy cień w palecie, który jednocześnie jest jednym z najciemniejszych brązów w mojej kolekcji. W palecie wygląda dość niewinne, subtelnie wpada w ciepłą tonację. Na powiece jednak zamienia się w naprawdę głęboki, czekoladowy odcień. Świetnie sprawdza się w zestawieniu z każdym kolorem i fantastycznie zastępuje czerń, jeśli zależy Wam na przydymionym, ale nie nadmiernie przyciemnionym makijażu. W konsystencji jest nieco bardziej suchy od swoich matowych poprzedników.

SHE'S LIT | matowa brzoskwinia | Ten niepozorny cień rewelacyjnie sprawdza się w makijażu dziennym. W duecie z podobnym odcieniem brzoskwini o połyskującym wykończeniu tworzy wyrazisty, ale nieprzytłaczający look. Jego formuła jest obłędnie jedwabista i bardzo przyjemna w użytkowaniu.

SWANK | turkusowo-fioletowy duochrom | Czwartym cieniem, który zachwyca mnie za każdym razem, gdy po niego sięgam, jest Swank. Ten fioletowo-turkusowy duochrom to jeden z najpiękniejszych cieni w całej mojej kolekcji. Początkowo sądziłam, że może być dość suchy w konsystencji i posiadać płaskie wykończenie na powiece - kilka cieni z palet Too Faced zachowuje się w podobny sposób - ale jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że jego formuła jest niezwykle maślana, gładka i niesamowicie napigmentowana. Trzeba przyznać, że Swank urozmaici każdy makijaż i doda mu wyjątkowości.



Podsumowując, jestem niezwykle zadowolona z zakupu palety Palm Springs Dreams i uważam, że jest to jedna z najlepszych jakościowo palet Too Faced. Maty są niespotykanie jedwabiste, a odcienie połyskująco-metaliczne bardzo intensywnie napigmentowane i przyjemne w pracy. Jeśli lubicie cienie o ciepłej tonacji i podoba Wam się zabawa z kontrastami, zdecydowanie powinnyście rozejrzeć się za paletą. Mam nadzieję, że będzie jeszcze dostępna w sklepach stacjonarnych.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...